Od zawsze fascynowałam się boksem. Dla mnie to najlepszy sport, który mój kiedykolwiek istnieć. Sam stoisz naprzeciwko swojego przeciwnika i to od ciebie zależy czy wyjdziesz z tego zwycięsko, czy na twoje barki spłynie ciężar gorzkiej porażki.
Tym razem muszę dać z siebie wszystko. Tu już nie chodzi o to, żeby zaliczyć kolejną walkę w drodze na szczyt. Ja już jestem na samym czubku góry, ale ktoś bezczelnie chce wyrwać mi z rąk moją flagę. Nie chcę ją oddać od tak. Tu chodzi o honor. O tych wszystkich ludzi, którzy siedzą tam na widowni i są rządni pełnej emocji walki.
To już za chwilę. Zaraz wejdę i stanę naprzeciw kobiety, która miała odwagę mnie wyzwać. Spojrzę jej w oczy i zobaczę to co już widziałam wiele razy. Strach, determinację i adrenalinę wylewającą się z porów skóry.
To dziwne, ale jestem spokojna. Wiem co muszę zrobić, żeby w końcu osiągnąć pełnię życia. Słyszę nawoływanie. Jeszcze raz spoglądam na siebie w lustrze, w szatni i uśmiecham się do siebie. Dziś to zakończę. Odwracam się i wychodzę na korytarz, gdzie czeka już na mnie mój zespół. Tyle lat już ze sobą pracujemy, że czujemy się niemal jak w rodzinie.
Poprawiam rękawice i zaczynam iść we wskazanym kierunku. Powoli moje wnętrze napełnia się panującą atmosferą. W powietrzu czuć podenerwowanie i ekscytacje. Gdy pojawiam się na hali wybuchają brawa, a wrzawa się zwiększa. Uśmiecham się i podnoszę rękę w górę na znak pozdrowienia.
Podskakując lekko, żeby się rozgrzać zaczynam przemieszczać się w stronę ringu. Tam zostaje wysmarowana wazeliną i w końcu mogę wejść na ring. Po chwili pojawia się moja przeciwniczka. Jestem gdzieś poza tym wszystkim. Słyszę gong, który sygnalizuje rozpoczęcie walki.
No to zaczynamy, myślę i zaczynam swój "taniec".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz